Byłam ostatnio na kilka dni w Osieku. Jest to niewielka miejscowość w województwie małopolskim, położona w pobliżu Kęt, ale leży również całkiem niedaleko od Oświęcimia, Andrychowa i Wadowic. Moim i moich współpracowników celem były akurat Kęty, ale pracodawca znalazł dogodne noclegi właśnie we wcześniej wspomnianym Osieku. Spaliśmy tam w takim domu, gdzie mieliśmy do dyspozycji wszystkie udogodnienia, również w pełni wyposażoną kuchnię.
Jeśli chodzi o gotowanie, to mogę spokojnie powiedzieć, że jest to moja pasja. Ale nie zawsze tak było. Kiedyś przygotowywanie posiłków było dla mnie prawdziwą zmorą. Czułam nad sobą niewidzialny bat codziennego obowiązku przygotowywania czegoś zdrowego i ciepłego do jedzenia. Zawsze przerażało mnie to, jak wiele wysiłku trzeba włożyć w stworzenie czegoś, co następnie znika w przeciągu zaledwie 10 minut. Ktoś by powiedział – „czemu zatem nie zamawiasz jedzenia na wynos? Jest tyle fajnych restauracji i jadłodajni serwujących znakomite jedzenie w przystępnej cenie”. Racja. I tak też robiłam, dopóki byliśmy z mężem tylko we dwoje. Jak tylko była okazja to albo zamawialiśmy już gotowe obiady do domu, albo kupowaliśmy półprodukty – w sensie niedaleko domu mamy taką fajną garmażerię, gdzie devolaya i surówkę można kupić za 11 złotych, wystarczy ziemniaki ugotować lub frytki wrzucić do piekarnika i gotowe. To mi bardzo ułatwiało życie.
Ale takie żywienie ma też swoje gorsze strony – zazwyczaj zjadasz więcej, niż naprawdę potrzebujesz, a to z kolei odbija się na wadze. I faktycznie, trochę nam się z mężem przybrało… 🙂 Druga sprawa jest taka, że jakkolwiek smaczne by to nie było, nigdy nie masz pewności, czy jest przygotowane z absolutnie najlepszych składników. A to powoli stawało się moim priorytetem, ponieważ staraliśmy się o dziecko. W tej sytuacji zostałam przyciśnięta do muru. Ale wiecie co? Jak pomyślałam o tym małym, bezbronnym dzieciątku, którego przyszłe zdrowie w pełni zależało ode mnie, i pośrednio od tego, co będę jadła, to nagle gotowanie stało się jakoś łatwiejsze.
Poznawałam różne proste przepisy na zdrowe i pełnowartościowe posiłki. Powoli uczyłam się robić coraz to bardziej skomplikowane i wymagające potrawy. I zaczynało mi to sprawiać coraz więcej przyjemności. Potem urodziłam syna, a gdy zaczął przechodzić na pokarm stały, mogłam być zupełnie spokojna, że oferuję mu naprawdę zdrowe jedzenie! Zainwestowałam nawet w parowar – doskonale sprawdza się przy małym dziecku, gdy zwyczajnie nie możesz sobie pozwolić na stanie przy garach przez godzinę. A i posiłki przygotowane w taki sposób są pełnowartościowe i smaczne.
Najlepiej gotować obiady samemu – nawet w delegacji
Ale wracając do tematu, bardzo się cieszę, że w takim miejscu zostaliśmy zakwaterowani, bo od momentu, aż sama zaczęłam gotować dla siebie i dla rodziny, jedzenie restauracyjne jakoś mi nie podchodzi, a niestety najczęściej jak się jest w delegacji, to właśnie je się w restauracjach. A tu proszę, w Osieku mieliśmy swoją kuchnię do dyspozycji i mogłam w spokoju przyrządzać swoje ulubione potrawy.
– Anka z Wrocławia
Komentowanie zostało wyłączone.






