Ledwo co przyjechałam do Osieka, a tu już mnie przeziębienie bierze. Tak to jest o tej porze roku. W dzień mróz, w nocy jeszcze większy, a człowiek tak sobie kursuje – z ciepłych budyneczków na ten ziąb, potem znowu do ciepła, potem znowu gdzieś musi przemknąć w lodzie i ani się człowiek obejrzy, a już go choroba bierze. Co robię w Osieku? Ano jestem w delegacji, więc trochę kiszka… Niezbyt dobry czas na chorowanie.
Wiem, wiem, przecież mogę iść do lekarza, dostać L4 i wrócić do domu, żeby grzać pupkę w łóżeczku. Ale powiem szczerze, nie uśmiecha mi się to. Raz, że w cztery osoby przyjechaliśmy tu jednym autem z jakieś 500 kilometrów. Gdybym miała wracać do domu, to oczywiście pociągiem, a to zajęłoby mi cały dzień, już nie mówię o marznięciu na dworcach, przeciągach w wagonach itp. Poza tym wcale nie czuję się tak źle. Dopiero poczułam, że coś zaczyna mnie łapać, a to pozostawia jeszcze jakieś pole do manewru. Można zacząć działać i próbować jakoś to powstrzymać. Póki gorączka nie zwali mnie z nóg, mogę chodzić do pracy i próbować jakoś ogarnąć sytuację.
Domowe sposoby na przeziębienie zawsze najlepsze
Wbiłam w wyszukiwarkę magiczne hasło „domowe sposoby na przeziębienie”. Co nieco się dowiedziałam i pobiegłam (w przenośni oczywiście ?) do pobliskiego sklepu zaopatrzyć się w podstawowe produkty wchodzące w skład zestawu ratunkowego. Czosnek jest? Jest! Miodzik? Jest! Cytryna? Obecna! Aspiryna? Jest! Rumianek? Jest! Siata owoców pełnych witaminek jest? Jeeeeeessstttt!!!! No, to mamy komplet.
Wracam do domu (w zasadzie mogę tak mówić o naszych noclegach w Osieku, bo to serio jest jak dom) i pierwsze co, to trzeba się rozgrzać pod gorącym prysznicem. Ciepłej wody nie brakuje, więc moczę się tam, może nawet trochę dłużej niż powinnam… Potem w ciepłej piżamce i szaliczku lecę do kuchni, podgrzewam mleko, dodaję miodu, aplikuję czosnek (taki surowy – bleee), zapijam mlekiem, staram się zapomnieć. Zaparzam rumianek, dodaję mnóstwo cytryny i znowu miodzik. Szykuje bombową sałatkę owocową. Lecę na pięterko, wskakuję pod koc, łykam aspirynę, zapijam rumiankiem, wcinam owoce i liczę, że mój żołądek jakoś to wszystko ogarnie… a rano obudzę się zdrowa i pełna sił! ?
I wiecie, z perspektywy kilku dni, że to zadziałało? Serio, całą delegację przepracowałam bez zarzutu i czułam się świetnie. Polecam takie domowe sposoby! Jak macie silny żołądek oczywiście. 😛
– Siasia
Masz pytania albo chcesz zarezerwować nocleg? Skontaktuj się z nami!
Komentowanie zostało wyłączone.






