Delegacja z koncertowym zakończeniem

Jak to dobrze, że w niektórych firmach dział planowania działa sprawnie i nie dość, że z wyprzedzeniem wiesz, co cię czeka, to jeszcze to się na bank nie zmieni. Ja już od kwietnia wiedziałam, że w pewien konkretny, czerwcowy tydzień będę „stacjonować” w Oświęcimiu na wyjeździe służbowym. Tak się też złożyło, że akurat po tym tygodniu nastąpił weekend, w którym odbywał się Tauron Life Festival w Oświęcimiu.

Nie bardzo miałam okazję bywać na festiwalach w moim życiu. Jakoś nikt z moich znajomych nie przepada za taką formą rozrywki, a samej też bez sensu jechać. Teraz było inaczej, bo już wcześniej zgadałam się z koleżanką z pracy, która wprost uwielbia słodkiego Hiszpana Alvaro Solera i tak się pozamieniała grafikami, żeby akurat jechać na delegację w tygodniu poprzedzającym Life Festival. Ja stwierdziłam, że skoro nigdy nie byłam, a mam okazję, to się wybiorę. Bilety trochę drogie, ale co tam, raz się żyje! 🙂

Zawsze, jak ktoś od nas z firmy jedzie do Oświęcimia na dłużej, to śpimy w Osieku. Mamy tam takie sprawdzone miejsce. Teraz przewidziane noclegi mieliśmy do czwartku, to znaczy w czwartek rano budzimy się, jedziemy do pracy, a prosto po pracy do domu. Wcześniej poprosiłyśmy już szefa o wolne w piątek i poinformowałyśmy go, że nie będziemy wracać razem z resztą i że jeszcze na własną rękę przedłużymy sobie nocleg w naszych kwaterach.

 

Warto zaszaleć na Tauron Life Festival

W czwartek wieczorem, jak zostałyśmy same, pojechałyśmy powłóczyć się trochę po Oświęcimiu, coś zjeść i na jakiegoś drinka. W piątek praktycznie zaraz po śniadaniu, pojechałyśmy do Oświęcimia, bo koncerty na stadionie MOSiRu zaczynały się już o 16:45, a nie chciałyśmy przegapić ani chwili. Bilety miałyśmy na płytę – najtańsza opcja, a i chyba wrażenia najlepsze, bo nieźle się wyszalałyśmy. Martyna szalała na Alvaro jak mało kto, ja znowu lepiej bawiłam się na Santanie – pamiętam jeszcze jego piosenki z czasów dzieciństwa, mój tata bardzo lubił jego muzykę. Przed tymi koncertami zagrało jeszcze Blue Cafe – nie jestem wierną fanką, ale miło posłuchać. Po Santanie wystąpiła jeszcze jakaś węgierska wokalistka, której wcześniej nie znałam. Ogółem wrażenia po piątku fantastyczne!!! 😀

Sobota była chyba bardziej rockowa. Koncerty zaczęły się o podobnej porze, byłyśmy na koncercie L.U.C.a, potem poszłyśmy na przerwę, bo zrobiło się punkowo, a to nie nasz klimat, a wieczorem znowu wróciłyśmy na Europe. Wszystko fajnie, ale jednak piątek podobał mi się bardziej… 😉

Moje wrażenia po pierwszym w życiu festiwalu są jak najbardziej pozytywne. Szkoda, że drogo, szkoda, że tak krótko, ale wiadomo, nigdy nie jest idealnie. 😉 To, co mi się podoba to fakt, że Life Festival w Oświęcimiu to nie tylko muzyka – to również miejsce skupiające wokół wiele fundacji i organizacji charytatywnych, które informują, edukują, pomagają i, jednym słowem, zwiększają naszą świadomość. Za to wielkie brawa.

– Klaudia

 

Masz pytania albo chcesz zarezerwować nocleg? Skontaktuj się z nami!

Komentowanie zostało wyłączone.