Pierwszy raz w delegacji, pierwszy raz w Osieku
Nie jeżdżę zbyt często w delegacje. Zbyt często… to za dużo powiedziane, hehe, ja nie jeżdżę wcale! To była moja pierwsza podróż służbowa, a nie jestem jakimś tam świeżakiem, swoje lata mam już przepracowane. I zawsze siedział sobie człowiek na tej swojej ciepłej posadce, a tu szef przyszedł i kazał jechać. Nowe biuro otwieramy w Małopolsce i trzeba pojechać nadzorować i doglądać, żeby zgodnie ze wszystkimi wytycznymi i standardami było.
Tak się wcześniej zastanawiałem, jak to wygląda na takich wyjazdach z firmy. Jechaliśmy we trójkę – trzech facetów znaczy się. Nocować mieliśmy w specjalnych noclegach dla pracowników w niewielkiej miejscowości Osiek, oddalonej o kilka kilometrów od Oświęcimia. No więc co robić wieczorami? Pracę będziemy kończyć koło 17-18, a co z resztą czasu? Gdzie i co będziemy jeść? Czy będziemy szukać jakichś restauracji? Zamawiać jedzenie na wynos? A może każdy w swoim zakresie, jakaś szybka kanapka z pasztetem? Poprosiłem syna, żeby znalazł mi jakąś książkę, którą w ostateczności mógłbym przeczytać – takie koło zapasowe. Już nie pamiętam nawet, kiedy ostatni raz przeczytałem jakąś książkę, tak dla przyjemności. Ostatnio to tylko same gazety, broszury, instrukcje… Syn dał mi na drogę „Świat według Clarksona”, czyli książkę napisaną przez Jeremy’ego Clarksona, prowadzącego kiedyś, chyba większości ludziom znany, program Top Gear. Podobno czytając, można się uśmiać do łez, a jak mi się spodoba, to są potem jeszcze kolejne części.
Trzy wieczory zleciały, nawet sam nie wiem kiedy…
Na lekturę chyba będę musiał jednak znaleźć czas kiedy indziej, bo okazało się, że na tym wyjeździe służbowym w ogóle nie miałem czasu na czytanie. I to nie z powodu pracy! W zasadzie jak o 17 kończyliśmy swoje obowiązki, to jechaliśmy do sklepu po śniadanie na kolejny dzień, potem na obiady do knajp, co przedłużało się jeszcze o jakieś piwko. Potem powrót do Osieka na nocleg taksówką, jeszcze jedno piwko czy dwa na wieczór do jakiegoś filmu w telewizji, a potem już powoli trzeba się było zbierać do spania. I takim sposobem trzy wieczory zleciały, jak z bicza strzelił i ani się obejrzałem, a byłem już z powrotem w domu. Także proszę wybaczyć, panie Clarkson, ale do pana książki zasiądę innym razem.
– Marek
Komentowanie zostało wyłączone.






