Tata w delegacji po raz pierwszy

Nie sądziłem, że to będzie takie trudne… Wyjazd służbowy na kilka dni do Osieka, a w domu moja żona – świeżo upieczona mama, sama z naszą córeczką, a ja tyle kilometrów dalej…

To jest niesamowite, ile siły przyciągania ma w sobie taka mała istotka. Urodziła się zaledwie dwa miesiące temu, a ja nie spędziłem jeszcze od tego czasu żadnego wieczoru poza domem! Kończę pracę i jedyne, o czym myślę, to żeby jak najszybciej znaleźć się w domu przy żonie i naszej córeczce. A tu taki pech, że musiałem wyjechać w delegację do Osieka i to aż na cztery dni!

Chociaż nie powinienem się złościć na wyjazdy służbowe, bo właśnie na jednym z takich wyjazdów pięć lat temu poznałem się bliżej z moją żoną. Ona dopiero co zaczęła pracować w firmie i trafił się właśnie wyjazd, na który zostaliśmy oboje oddelegowani, razem jeszcze z kilkoma innymi osobami. Dzięki tym kilku dniom poznaliśmy się trochę lepiej, a po powrocie zaproponowałem wspólne wyjście na piwo. I tak to się zaczęło. Więc można powiedzieć, że to dzięki tej delegacji jesteśmy ze sobą. ?

 

Dzięki wyjazdowi służbowemu poznałem żonę

Ale teraz jest zupełnie inaczej. Wyjechaliśmy do Osieka tylko w męskim gronie, w dodatku koledzy to single, więc od razu wybrali się do centrum Oświęcimia do jakiegoś baru. A ja wieczorami zostaję w pensjonacie w swoim pokoju i albo łączę się przez Skype z żoną, jeżeli oczywiście ma czas, bo wiadomo, jak to z takimi maluszkami bywa, albo douczam się w kwestiach perfekcyjnego ojcostwa i czytam różne poradniki dla rodziców, a w szczególności interesują mnie takie kwestie, jak najlepiej wspierać rozwój intelektualny takiego malucha.

Wiadomo, że rozwój dziecka jest najbardziej dynamiczny w pierwszych latach, wiadomo też, że jest indywidualny i zależy od wielu czynników wrodzonych, jak geny czy predyspozycje, ale istnieje też bardzo wiele rzeczy, które rodzice mogą zrobić, aby rozwój wspomagać. A ja nie chcę być biernym ojcem, który wraca z pracy, 10 minut pobawi się z dzieckiem, a potem zajmuje się swoimi sprawami, a cały ciężar wychowania spoczywa na matce. Ja chcę jak najbardziej uczestniczyć w całym procesie i zajmować się córką tyle samo czasu co żona, a wręcz wyręczać ją wtedy, kiedy to możliwe. W końcu mamy równouprawnienie, nie? ?

– Grzegorz, Warszawa

Komentowanie zostało wyłączone.